"Za mówienie prawdy można wylecieć". Rzecznik NIL o uciszaniu lekarzy w Polsce
Po głośnych oskarżeniach byłego ordynatora chirurgii dr. Emila Jędrzejewskiego głos zabrał rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski. Przyznał, że mechanizmy uciszania lekarzy zgłaszających nieprawidłowości są w polskich szpitalach czymś powszechnym.
"Patologie są napiętnowane"
W środowej „Debacie Gozdyry” Kosikowski mówił wprost, że lekarze często boją się mówić o nieprawidłowościach, bo stawką bywa ich dalsza kariera. – To jest problem wieloletni. Problem tego, że szpitale są na równi ze spółkami skarbu państwa. Mają właścicieli politycznych i co wybory zmienia się im zarząd – powiedział.
Według rzecznika NIL kierownictwa oddziałów i pion administracyjny często są silnie związane z lokalnym układem politycznym. W takim systemie zgłaszanie błędów czy patologii nie jest mile widziane. – Wszelkie nagłaśnianie patologii jest napiętnowane – zaznaczył.
Kosikowski: Zgłosiłem błąd i straciłem dyżury
Rzecznik NIL zdecydował się też opowiedzieć o własnym doświadczeniu. Jak przyznał, jeszcze jako stażysta zwrócił uwagę ordynatorowi na nieprawidłowe leczenie pacjenta. Szybko miało to przynieść konsekwencje. – W jednym ze szpitali, kiedy zgłosiłem, że coś jest nieprawidłowo leczone, w następnym miesiącu nie znalazłem się na dyżurach – relacjonował.
Kosikowski podkreślił, że nie był to odosobniony przypadek. – Jak to prześledziłem, okazało się, że za każdym razem, kiedy ktoś coś zgłaszał z zewnątrz, miał z tym problem. To jest zjawisko powszechne – mówił. Padły też mocne słowa o atmosferze panującej w środowisku. – Efekt jest taki, że z donosicielami nie chcą współpracować – stwierdził.
Jędrzejewski: Tam giną ludzie
Tymczasem we wtorek były ordynator chirurgii dr Emil Jędrzejewski w rozmowie na Kanale Zero oskarżył placówkę o rażące zaniedbania. Lekarz mówił o błędach medycznych, które – jego zdaniem – miały prowadzić do śmierci pacjentów. – Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. To jest sedno całego zamieszania – powiedział. Jędrzejewski zarzucił byłemu już koordynatorowi SOR Dawidowi Kacprzykowi, że pacjenci byli traktowani instrumentalnie, a dokumentacja miała być poprawiana już po fakcie.
W środę Jędrzejewski pojawił się w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie, gdzie został przesłuchany jako świadek. Jak poinformował rzecznik prokuratury prok. Piotr Skiba, lekarz odmówił składania zeznań bez obecności pełnomocnika. Jędrzejewski złożył jedynie krótkie oświadczenie i przekazał notatkę z nazwiskami dwóch osób, które mogą być pokrzywdzone. Prokuratorzy zadali mu kilkadziesiąt pytań, jednak – jak poinformował Skiba – na żadne nie odpowiedział. – Świadek każde z pytań skwitował milczeniem – zaznaczył rzecznik.